Dwa otwarte laptopy z wygaszonymi ekranami po dwóch stronach dębowego stołu, między nimi jedna karteczka samoprzylepna

Kto odpowiedział temu klientowi? 5 błędów w obsłudze maili, które tworzą chaos w zespole

Dopóki przy skrzynce siedzi kilka osób, wszystko jeszcze jakoś się trzyma. Wraz z kolejną zaczyna się dziać rzecz, której nikt nie planował: wiadomości przestają mieć właściciela. Nie dlatego, że ktoś jest niedbały. Dlatego, że skrzynka odbiorcza nie ma pola, w którym dałoby się zapisać, kto się tym zajmuje.

Poniżej pięć mechanizmów, które z tego wynikają. Każdy z nich widać po skutku u klienta, zanim zobaczysz go u siebie.

Pięć mechanizmów chaosu w skrzynce

1. Oferta wysłana dwa razy, za każdym razem inna

Klient prosi o rabat. Tomek obiecuje pięć procent. Ania, która o niczym nie wie, odsyła standardowy cennik. Obie wiadomości wychodzą tego samego popołudnia.

Mechanika błędu: ustalenie Tomka istnieje wyłącznie w jego wysłanych, a tam nikt poza nim nie zagląda. Ania nie zrobiła nic złego, po prostu odpowiedziała na to, co widziała. Skutek: klient dostaje dwie różne wersje jednej rozmowy i wyciąga z tego wniosek o całej firmie, nie o dwóch osobach.

2. Kilka osób w kopii, czyli nikt

Wrzucenie trzech osób do DW wygląda jak zabezpieczenie. Działa odwrotnie. Każdy zakłada, że temat weźmie ktoś inny, bo skoro widzi go trzech, to na pewno ktoś zareagował.

Mechanika błędu: kopia rozdaje informację, a nie zadanie. Wiadomość, którą widziało pół biura, potrafi wisieć dwa dni, i nikt nie łamie przy tym żadnej zasady, bo żadnej takiej zasady nie ma. Rozkładem odpowiedzialności zajmuje się osobno tekst o tym, dlaczego sprawy wiszą, a klienci czekają.

3. Gaszenie pożarów zamiast zmiany procesu

Klient dzwoni z pretensją o brak odpowiedzi. Pracownik rzuca wszystko, odpisuje w pośpiechu, przeprasza. I wraca do pracy zorganizowanej dokładnie tak samo jak przed telefonem.

Mechanika błędu: reakcja dotyczy objawu, czyli jednej zaległej wiadomości, a nie przyczyny, czyli braku ustalonej drogi, którą zapytanie ma przejść. Taka interwencja zawsze jest droższa niż zmiana, której zastępuje, bo zdarza się co tydzień. Od czego zacząć porządkowanie, opisuje osobno tekst o organizacji pracy zespołu obsługi.

4. Najdroższa osoba odpisuje na najtańsze pytania

Czy Twój najlepszy handlowiec powinien tłumaczyć klientowi, dlaczego faktura ma taki, a nie inny numer? Raczej nie. A jednak we wspólnej skrzynce robi to regularnie, bo przeczytał wiadomość pierwszy.

Mechanika błędu: brak podziału zapytań na wejściu. Zamiast kierować sprawy techniczne do techników, a handlowe do sprzedaży, wszyscy czytają wszystko i wszyscy tracą po kawałku dnia.

5. Tabelka, która miała pomóc

Na chaos w skrzynce firmy odpowiadają zwykle dokładką: arkuszem do śledzenia maili, listą na tablicy, pytaniem na komunikatorze „ktoś odpisał Kowalskiemu?”.

Mechanika błędu: powstaje drugi obieg informacji, który trzeba utrzymywać obok pierwszego. Sprawdzian jest prosty. Jeśli musisz zapytać pracownika, czy sprawa jest załatwiona, to znaczy, że odpowiedzi nie ma tam, gdzie leży sama sprawa.

Od wiadomości do zadania

Żaden z tych pięciu punktów nie znika po dokupieniu miejsca na pocztę ani po wprowadzeniu kolorowych etykiet. Wszystkie znikają po jednej zmianie: wiadomość przestaje być korespondencją, a zaczyna być sprawą z przypisanym opiekunem. Po angielsku ticketem, po polsku po prostu zgłoszeniem.

W ProFlow wygląda to tak:

  • Wiadomość staje się zgłoszeniem. Każde zapytanie trafia do systemu jako osobna sprawa z widocznym opiekunem. Nie ma stanu, w którym wiadomość leży pomiędzy dwiema osobami. Jak to działa od strony narzędzia, tłumaczy strona o tym, czym jest system ticketowy.
  • Ustalenia zostają przy sprawie. Zamiast pytać na komunikatorze, co z Kowalskim, wchodzisz w zgłoszenie i czytasz: „czekamy na potwierdzenie wymiarów od podwykonawcy”. Bez jednego dodatkowego maila do klienta. O tym, jak wyrobić w zespole ten nawyk, jest osobny tekst o notatkach przy zgłoszeniu.
  • Jedna oś czasu zamiast trzech archiwów. Wiadomości od klienta, odpowiedzi i notatki zespołu leżą w jednym miejscu, po kolei. Gdy ktoś zachoruje, następna osoba nie zaczyna od telefonu do klienta z pytaniem, o czym rozmawialiście.

Największa zmiana nie dotyczy zresztą zespołu, tylko właściciela. Przestajesz być zapasową pamięcią firmy. Wchodzisz w sprawę i widzisz, na czym stanęła, zamiast pytać o to trzy osoby po kolei i odrywać każdą z nich od pracy. Osobne pytanie, którego ten tekst nie rozstrzyga, brzmi: wspólna skrzynka czy adresy imienne. Odpowiedź bywa zaskakująca, bo adres ma z tym mniej wspólnego, niż się wydaje.